wtorek, 12 maja 2015

Rozdział 3

Wpadłam na zajęcia kilka sekund przed Profesor Sprout. Na domiar złego okazało się, że dzisiaj mamy praktyczne zajęcia w cieplarni, więc żadne podręczniki nie będą potrzebne. Rozwścieczona żenującą sytuacją z Malfoyem i tym, że moje włosy wyglądały jak wyjęte z pralki po moim maratonie po schodach, stanęłam obok Rona i ze złością wepchnęłam książkę do torby, którą po chwili rzuciłam na ziemię. Rudzielec popatrzył na mnie z lekkim zaciekawieniem.
-Masz wypieki na twarzy. – powiedział cicho, patrząc na mnie w oczekiwaniu na wyjaśnienia.
Na pewno nie powiem mu o tym, jak to wpadłam na półnagiego ślizgona, a potem jeszcze wyszło na to, że go podglądam.
-Bo biegłam przez pół zamku, żeby zdążyć. – odparłam tylko i sapnęłam, żeby dodać nieco więcej wiarygodności. Oczywiście była to prawda, zmęczyłam się biegiem na zajęcia, ale to wcale nie było przyczyną moich wypieków na twarzy.Na Merlina, co Malfoy musiał sobie o mnie pomyśleć... Nie, żeby mnie to obchodziło, ale ta fretka potrafi wykorzystać wszystko, żeby kogoś zniszczyć.
Ron jednak to kupił, bo tylko się uśmiechnął i kiwnął głową twierdząco.
-Witam moich zdolnych zielarzy! Jak tam wam minęły wakacje? – odezwała się uśmiechnięta pani profesor, jednak nie pozwoliła nikomu odpowiedzieć, bo zaczęła omawiać temat dzisiejszej lekcji, którym była Czyrakobulwa. Zmarszczyłam brwi zdziwiona tym entuzjastycznym powitaniem. Nauczycielka kazała wszystkim założyć rękawice ochronne i zapytała dlaczego musimy to zrobić. Oczywiście tylko ja podniosłam rękę.
-Ropa z czyrakobulw wywołuje poparzenia. – powiedziałam rzeczowym tonem, a profesor pokiwała twierdząco głową i przyznała Gryffindorowi 10 punktów. 
No to rozpoczynamy rutynowy rok szkolny.
Mieliśmy przesadzić czyrakobulwy bez uszkadzania ich. Od razu wzięłam się do roboty, jak z zwykle w 100% poświęcając się zadaniu. Prawie wszyscy pracowali w skupieniu, jeden chłopak jednak nie był na tyle ostrożny i chwilę później uszkodził roślinę i poparzył sobie przedramię. Natychmiast został wyprowadzony z cieplarni przez nauczycielkę, a nam wszystkim kazała być cicho i nie przerywać pracy. Oczywiście gdy tylko wyszła wszyscy rzucili rękawice na stoły i zaczęli rozmawiać. Wszyscy oprócz mnie. Pracowałam dalej, skupiając swój wzrok na roślinie i starając się nie myśleć o tym, jak potworny rok czeka mnie w towarzystwie Malfoya, aż ktoś złapał mnie za łokcie, a drugi ktoś ściągnął rękawice z moich dłoni. Oczywiście Harry i Ron. Prychnęłam, po czym wyrwałam się Harremu i chciałam sięgnąć po rękawice, ale skutecznie mi to uniemożliwili.
-Serio chłopaki? – zapytałam z irytacją, patrząc na nich jak na małe dzieci. Ci jednak tylko uśmiechnęli się szeroko i powiedzieli równocześnie:
-Serio.
Przewróciłam w odpowiedzi oczami i oparłam się o stół, patrząc na nich z obrażoną miną.
-Jutro jest pierwszy trening quidditcha. – powiedział nagle uradowany Ron.
-I?
-I musisz przyjść nas dopingować! Przecież rozmawialiśmy o tym przy śniadaniu.– odparł oburzony, jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie.
Westchnęłam.
-Z kim macie ten trening?
Tylko nie Slytherin, tylko nie Slytherin, tylko nie…
-Z Hufflepuffem.
Uff, nie Slytherin.
-No dobra, przyjdę. – powiedziałam w końcu, wzruszając ramionami – A co robimy dzisiaj?
-Wieczorem jest impreza dla siódmych klas. – podsunął Harry.
A, fajnie. Myślałam, że wybierzemy się na błonia i będziemy leżeć na trawie, wspominając dawne czasy. Ale pewnie, impreza jest dużo fajniejsza.
-Niestety ślizgoni też będą – dopowiedział Ron – Ale i tak się wybieramy. Ostatni rok, trzeba się wyszaleć!
Od kiedy Ron stał się takim imprezowiczem?
Otworzyłam usta, żeby coś powiedzieć, jednak Harry mnie wyprzedził.
-Nic z tego Miona, wpadniemy po ciebie o 9.
-Ale ja naprawdę nie mogę. – jęknęłam – Poważnie. I wcale nie muszę się uczyć, McGonnagal kazała nam z Malfoyem patrolować Hogwart od poniedziałku do czwartku. Weekendy mamy wolne. A skoro jest dzisiaj poniedziałek, to wychodzi na to, że jestem skazana na towarzystwo ślizgona.
-O której kończycie ten patrol? – zapytał Harry.
-O 11. Równo z rozpoczęciem ciszy nocnej.
-No to przecież możesz przyjść po 11. Impreza na pewno będzie trwała do rana.
-Nie wiem chłopaki. Zobaczę. – opowiedziałam wymijająco i na moje szczęście wróciła profesor Sprout, więc wzięłam się z powrotem do pracy. 
Nie zamierzałam w ogóle iść na tą imprezę. Kto normalny imprezuje w poniedziałki? Przecież na drugi dzień są zajęcia. Poza tym, ja nie cierpię imprez. A co najważniejsze, jeszcze mniej czasu będę miała na spokojny sen. Nie ma mowy. Nie idę.

Po obiedzie udałam się z Ginny do dormitorium Gryffindoru, żeby pomóc jej wybrać w co się ubierze na dzisiejszą imprezę. Cieszyłam się, że znów odwiedzę pokój wspólny, a poza tym nie musiałam obawiać się przedwczesnej konfrontacji z arystokratą. Gdy weszłyśmy do środka, niewiele osób zwróciło uwagę na moją obecność. Większość jeszcze nie wróciła z obiadu, a ci, co wrócili, najwidoczniej byli zajęci swoimi sprawami. Od razu skierowałyśmy się do sypialni, gdzie gryfonka wyrzuciła z walizki wszystkie ubrania i załamana usiadła na łóżku.
-Totalnie nie wiem co założyć. Chciałabym podobać się Harremu, więc założyłabym jakąś kieckę, ale wiem, że on woli tę skromną wersję mnie, więc może pójdę w spodniach? Ale na Merlina, w spodniach na imprezę! Wszystkie dziewczyny będą tam odpicowane jak w burdelu a ja przyjdę w spodniach? – jęknęła i rzuciła się na pościel. Zaśmiałam się lekko i sięgnęłam po pierwszą lepszą bluzkę (chociaż to chyba była spódnica), którą zaraz z powrotem wrzuciłam do walizki.
Cóż, prawda jest taka, że nie wiedziałam nic o „odpicowywaniu” się, robieniu się na bóstwo itd. Ginny kiedyś też nie wiedziała, ale przez wakacje bardzo wydoroślała. Być może też związek z Harrym nadał jej więcej pewności siebie. Zaczęła bardziej podkreślać swoje atuty i zdecydowanie częściej się uśmiecha, co dodaje jej jeszcze więcej uroku.
-Naprawdę myślisz, że wszystkie będą wyglądały tak wyzywająco?
-Jestem pewna.
Westchnęłam.
-Gdzie to w ogóle jest?
-U ślizgonów. Niestety.
-Serio? I ślizgoni zaprosili nawet gryfonów? – zapytałam szczerze zdziwiona, bo nie sądziłam, że stać ich na taki gest.
Ruda wzruszyła ramionami i podniosła się do pozycji siedzącej.
-Z tego co zauważyłam, to chyba dążą do jakiejś wspólnej integracji. Myślę, że ogarnęli się po wojnie, stwierdzili, że chociaż na ten ostatni rok w szkole możemy zakopać topór wojenny. Osobiście podchodzę do tego z lekkim dystansem, myślę, że nigdy nie będę w stanie im zaufać przed doświadczenia z poprzednich lat naszej... znajomości. Ale kto wie, może naprawdę się zmienili?
Usiadłam na łóżku obok dziewczyny, wyobrażając sobie, jak Malfoy rozmawia z Ginny, śmiejąc się i popijając poncz.
Nie.
To po prostu jest niemożliwe.
Sięgnęłam na oślep po jakieś ubranie i podniosłam zieloną, rozkloszowaną sukienkę.
-Może ta? Dobierzesz srebrną biżuterię i wtopisz się idealnie w tłum. – powiedziałam, uśmiechając się szeroko, jednak Ginny mimo, że się zaśmiała, nie podzieliła mojego zdania.
-Nie kpij. Może założę zwykłą małą czarną?
Pokiwałam twierdząco głową.
-Klasycznie, seksownie, ale nie wyzywająco. Jestem za.
Ginny od razu się ożywiła, po chwili wertowania ubrań na łóżku podniosła do rąk dwie sukienki, jedną rozkloszowaną, drugą obcisłą. Wskazałam palcem na obcisłą i położyłam się na łóżku, podczas gdy ona poszła się szykować. Z nudów poskładałam wszystkie ubrania z powrotem do walizki, a kiedy nie wychodziła po 20 minutach, a z łazienki usłyszałam dźwięk lecącej wody, uznałam, że jeszcze sporo czasu jej zejdzie zanim będzie gotowa, więc postanowiłam zejść na dół. Usiadłam na pustej kanapie i spojrzałam na ogień w kominku. Ten kominek zawsze mnie uspokajał. Zawsze kiedy coś się działo, byłam smutna albo zła, sam widok migoczącego ognia sprawiał, że potrafiłam się rozluźnić i zrelaksować. Wzięłam głęboki wdech, przypominając sobie te chwile, kiedy siedziałam z chłopakami w tym samym miejscu i śmialiśmy się z przygód, jakie nas spotkały. Niektóre z nich naprawdę były świetne. Nie wiem jak potoczyłoby się moje życie, gdybym nie zaprzyjaźniła się z Harrym i Ronem. Zdecydowanie byłoby dużo bardziej nudne. Kto wie, może w ogóle nie znalazłabym przyjaciół i na zawsze moim jedynym towarzyszem pozostałaby książka. 
Nagle poczułam, że kanapa ugina się pod czyimś ciężarem, więc spojrzałam w bok i uśmiechnęłam się, widząc Deana.
-Zazdroszczę ci, że masz własne dormitorium. Dużo więcej prywatności. – powiedział, uśmiechając się do mnie i podniósł do ust kubek z jakimś płynem, prawdopodobnie kakao.
Wzruszyłam ramionami.
-Cóż, chyba nie ma czego. Trochę jestem samotna. No, pomijając Malfoya, ale on tylko pogarsza sprawę.
-Mogli mnie wybrać na prefekta naczelnego. Może byłbym dla ciebie bardziej użyteczny.
-Może. – odpowiedziałam krótko z lekkim uśmiechem, zastanawiając się czy on ze mną flirtuje, czy po prostu stara się być miły.
-Strasznie się zmieniłaś, Hermiona. - kontynuował - Nie tylko z wyglądu, chociaż muszę przyznać, że zrobiła się z ciebie niezła laska. Ale i z charakteru. Widać, że wiele przeszłaś, zresztą jak my wszyscy i stałaś się niezależną, silną kobietą. To wielka zaleta.
Chyba jednak flirtuje.
Nie wiedziałam co odpowiedzieć, więc zażenowana uśmiechnęłam się i bąknęłam jakieś „Dziękuję”. Na szczęście z opresji wyciągnęła mnie Parvati, która pochyliła się nagle zza kanapy między nami i powiedziała, że Ginny mnie woła. Przeprosiłam grzecznie Deana i poszłam do przyjaciółki zobaczyć jak wygląda.

Gdy wróciłam do własnego dormitorium, było coś po 20, więc miałam jeszcze sporo czasu do spotkania z tym idiotą. Najpierw miałam w zamiarze sięgnąć po jakąś książkę, standardowo. Jednak w momencie kiedy wyciągnęłam rękę w stronę obszernego regału, rozmyśliłam się i ją cofnęłam. Wyjątkowo wcale nie miałam ochoty czytać. Usiadłam więc na łóżku i wyciągnęłam z szafki nocnej notes, który podarowała mi Ginny.

Drogi pamiętniku.
Nawet nie sądziłam, że będę sięgać po ciebie tak często. Czuję potrzebę wygadania się komuś, kto mnie zrozumie, a jest to niemożliwe, więc po prostu wygadam się tobie, bo przynajmniej nie będziesz mnie oceniać. Dzisiaj organizują imprezę. I nie potrafię zrozumieć tego, jak oni mogą imprezować, podczas gdy tak niedawno temu w tym samym miejscu zostało przelane tyle niewinnej krwi. Jak mogą się bawić, jak mogą być tak entuzjastycznie nastawieni do życia. Jak profesor Sprout może tak po prostu pytać nas jak minęły nam wakacje. Zupełnie jakby nic się nie stało. Nie rozumiem tego. Z jednej strony gardzę takim zachowaniem, uważam, że powinniśmy bardziej uhonorować poległych, wykazać nieco więcej skruchy. Jednak z drugiej strony… Zazdroszczę im. Zazdroszczę, że ruszyli naprzód, zostawili przeszłość za sobą i zaczęli żyć na nowo, podczas gdy ja budzę się każdej nocy z krzykiem i nie potrafię sobie z tym poradzić. Potrzebuję kogoś, kto poda mi rękę i wyciągnie mnie z mroku, ale jak na razie nie zapowiada się na to, żeby ktokolwiek był w stanie to zrobić.
Obym się myliła.

Podskoczyłam ze strachu, gdy nagle ktoś zaczął walić w drzwi. Zamknęłam pamiętnik i rzuciłam go na łóżko, po czym wyszłam z sypialni i spojrzałam na diabelskie drzwi, prowadzące do samego piekła. W tym samym momencie Malfoy znowu zaczął w nie walić pięścią.
-Rusz dupę Granger, bo chcę mieć to jak najszybciej za sobą!
Zerknęłam na zegar, który wskazywał 21:05. Jednak nie odpowiedziałam ślizgonowi, tylko po prostu wyszłam z własnego dormitorium. Kilka sekund potem Draco wyszedł ze swojego, nie zaszczycając mnie nawet spojrzeniem i ruszył w stronę Wielkich Schodów. Od razu poszłam za nim, chociaż właściwie to musiałam biec, żeby go dogonić.
-Nie sądziłem, że taka perfekcjonistka jak ty Granger może nie być punktualna. – mruknął bardziej sam do siebie niż do mnie, na co prychnęłam.
- No popatrz. Widocznie słabo mnie znasz. – odparowałam, wciąż idąc kilka kroków za nim.
-Nie żałuję. – odciął krótko, co uznałam za koniec rozmowy. 
Ugh, jak ja go nienawidzę!
Ten cały nasz patrol miał obejmować 3 piętra. 5,6 i 7. Zaczęliśmy od dołu, co zadecydował arystokrata, nawet nie pytając mnie o zdanie. Właściwie to tylko szliśmy korytarzem, rozglądając się czy nie ma czegoś podejrzanego i czy żadne dzieci nie plątają się po szkole, więc nasza praca nie była taka tragiczna. Powiedziałabym nawet, że jest całkiem przyjemna, gdyby nie to, jakiego miałam towarzysza.
-Do cholery jasnej Malfoy, czy możesz trochę zwolnić? – zapytałam rozdrażniona, jednak on tylko zerknął na mnie do tyłu z obojętnym wyrazem twarzy i ani trochę nie zwolnił kroku, a nawet nieco przyspieszył.
Bezczelny bachor.
Jeszcze przez chwilę próbowałam go dogonić, aż w końcu się wkurzyłam, stanęłam w miejscu i wyciągnęłam różdżkę, celując nią w blondyna. Zanim jednak zdążyłam cokolwiek powiedzieć, zrobić, albo chociaż zorientować się co się dzieje, moja różdżka leżała na ziemi, a Draco stał naprzeciwko mnie, celując we mnie swoją własną.
-Jak… - zaczęłam, nie planując nawet dokończyć, a gdy arystokrata zrobił krok w moją stronę, ja automatycznie się cofnęłam. Drugiego kroku do tyłu nie dane było mi zrobić, ponieważ chłopak użył jakiegoś niemego zaklęcia blokującego moje ruchy, więc nie mogłam się ruszyć. Musiałam przyznać, że trochę zaczęłam się bać, bo doskonale wiedziałam, do czego chłopak jest zdolny.
-Zapomniałaś, że jestem śmierciożercą? – zapytał z wyraźną, dobitną nienawiścią w głowie i podszedł do mnie wolno. Mógł mnie zabić jednym ruchem różdżki.
-Radzę ci nigdy więcej nie celować we mnie różdżką, Granger – powiedział cicho, ale stanowczo, stając zaledwie kilka centymetrów ode mnie. Przełknęłam ślinę, czując jak moje serce jest bliskie zawału. Dotknął swoją różdżką mojej brody, jednocześnie unosząc ją w górę. Byłam na straconej pozycji, wiedziałam, że może zrobić mi wszystko. Po chwili jednak poczułam, że moje mięśnie się rozluźniły, co oznaczało, że znów mogę się ruszać, ale postanowiłam na razie mu się nie wyrywać.
- Bo to się może dla ciebie źle skończyć następnym razem – dokończył, a gdy odsunął różdżkę z mojej szyi, niespodziewanie dałam mu kopniaka prosto w krocze, powodując, że zgiął się w pół. Bez słowa wyminęłam go i z uśmiechem satysfakcji, przyklejonym do twarzy, ruszyłam dalej korytarzem.W duchu przybiłam samej sobie piątkę.
-Pożałujesz tego, Granger. – syknął jeszcze, wciął trzymając się za krocze, podczas gdy ja podniosłam swoją różdżkę z ziemi i szłam dalej szybkim krokiem.
-Chodź chodź, nie będę na ciebie czekać w nieskończoność.

Malfoy nie odezwał się do mnie aż do momentu, kiedy znaleźliśmy się na 7 piętrze. Wtedy też spojrzał na zegarek i przeczesał dłonią włosy.
-Dobra szlamo, została nam godzina, więc rozdzielmy się, pójdzie szybciej. I przyjemniej. – mruknął z sarkazmem. Zgodziłam się na jego propozycję, bo również wolałam być sama niż znosić jego obecność. Rozdzieliliśmy się, on poszedł w lewo, ja w prawo, mieliśmy się spotkać o 23 przy schodach. Uradowana ruszyłam pustymi korytarzami piętra. Już po 5 minutach jednak zaczęła doskwierać mi samotność i nuda, więc zaczęłam sobie nucić pod nosem. Wszystko wyglądało jak dawniej, nie było ani śladu wojny, zniszczeń. Czarodzieje musieli naprawdę włożyć sporo pracy, żeby uzyskać taki efekt. Szybko jednak postanowiłam o tym nie myśleć, żeby nie zacząć sobie przypominać tych wszystkich krwawych scen bitwy o Hogwart. Usłyszałam nagle jakiś szelest i jak na zawołanie przestałam sobie nucić. Stanęłam w miejscu, czując jak serce zaczyna szybciej bić. Rozejrzałam się wokół, przeklinając w duchu Malfoya, który pewnie próbował mnie przestraszyć. Przez parę minut stałam w miejscu i nie usłyszałam żadnego dźwięku oprócz własnego oddechu, więc zaczynałam się uspokajać, jednak za chwilę znów pojawił się jakiś szelest, i to całkiem blisko mnie. Cicho ruszyłam w tamtą stronę, wyciągając z kieszeni różdżkę. Poruszałam się bezszelestnie, starając się natężyć słuch, jednak słyszałam jedynie własny, niespokojny oddech.
Jeśli to Malfoy, to chyba go zabiję.
Wydawało mi się, że usłyszałam kroki, jednak nie byłam pewna, czy to moja wyobraźnia nie płata mi figli. Już myślałam, że straciłam trop, aż nagle na końcu korytarza rozbłysło zielone światło zza zakrętu. Otworzyłam szeroko oczy i ściskając mocniej różdżkę w ręku, ruszyłam biegiem w to miejsce. Byłam przerażona, ale wiedziałam, że jako prefekt naczelny i przyjaciółka najodważniejszego czarodzieja musiałam to sprawdzić. Jednak światło  zniknęło tak szybko, jak się pojawiło i w momencie kiedy dotarłam do zakrętu, zobaczyłam tylko rozciągający się przede mną pusty korytarz. Wiedziałam, że nie mogło mi się to wydawać. Coś się działo, coś niedobrego i musiałam się dowiedzieć o co chodzi. Rozejrzałam się jeszcze po korytarzu, upewniając się, że nikogo nie ma, po czym zawróciłam. Serce wciąż biło mi, jak szalone, a oddech miałam niespokojny.
-Malfoy?! – krzyknęłam, a mój głos odbił się echem po całym piętrze. Chłopak jednak nie odpowiedział. Chowając różdżkę do kieszeni ruszyłam z impetem w kierunku zachodniej części piętra, gdzie poszedł arystokrata.
-Malfoy do cholery jasnej chodź tu natychmiast! – krzyknęłam znowu. Idiota pewnie się gdzieś chował. Mijając schody, gdzie mieliśmy się spotkać, nagle mnie oświeciło i stanęłam jak wryta.
Impreza.
-O ty… Twoja tleniona główka tego pożałuje. – burknęłam rozwścieczona sama do siebie i zaciskając pięści skierowałam się w stronę lochów. Na korytarzach było pusto. Młodsi już dawno spali, starsi już dawno chlali. Kiedy znalazłam się przed obrazem, prowadzącym do dormitorium Slytherinu, uświadomiłam sobie, że nie znam hasła. Wściekłam się jeszcze bardziej, rozejrzałam się wokół i widząc jakąś dziewczynę, która szła chwiejnym krokiem w moją stronę z butelką w ręce, ruszyłam naprzeciwko niej. Dziewczyna okazała się być Pansy Parkinson i gdy tylko mnie zobaczyła, wybuchła śmiechem.
-Szlama na imprezę? – zapytała głosem, jakby ktoś przed chwilą zmiażdżył jej nos.
Skrzywiłam się i z zaciśniętymi zębami odpowiedziałam:
-Daj mi hasło.
Ona jednak wzruszyła nonszalancko ramionami i oznajmiła mi, że takowego nie posiada, co było oczywiście totalną bzdurą. Byłam już zmęczona i w dalszym ciągu wściekła na Malfoya, że okazał się być takim dupkiem, nie wywiązującym się z obowiązków, co spowodowało, że jednym ruchem wyciągnęłam różdżkę z kieszeni i dźgnęłam ją w klatkę piersiową Parkinson. Naprawdę nie miałam ani ochoty ani nastroju, żeby bawić się w ślizgońskie gierki. Dziewczyna wyglądała, jakby cudownie wytrzeźwiała i patrząc na mnie z przerażeniem, uniosła ręce w geście obronnym.
-Daję ci ostatnią szansę, albo zamienię cię w mopsa. – syknęłam, patrząc jej prosto w oczy, a przestraszona Pansy od razu pisnęła mi hasło. Bez słowa schowałam różdżkę do kieszeni, wróciłam do obrazu i po chwili wkroczyłam do dormitorium.
Był tłok, a nawet tłum. Niewiele osób zauważyło moją obecność, a nawet jeśli zauważyli, to się tym wcale nie przejęli. 
Właściwie rygorystyczny podział na czarodziei czystej krwi, półkrwi i mugolaków po wojnie zaczął nieco blednąć. Zdecydowanie rzadziej spotykałam się ze zniesmaczonymi spojrzeniami i wyzwiskami, kierowanymi w moją stronę. Oczywiście osoby takie jak Malfoy, czy Pansy, wychowane w nienawiści do mugoli nigdy nie zmienią swojego zdania i byłam tego świadoma, dlatego nawet przestałam już reagować na to. Ale wracając do sedna, nikt nie rzucił żadnym przekleństwem, nikt nie próbował się mnie pozbyć, więc przynajmniej nie było żadnych komplikacji. 
Stanęłam na środku na kilka sekund i rozejrzałam się, szukając tego debila. Oczywiście nie zajęło mi to zbyt długo, jego tleniony łeb wręcz świecił jak lampka. Siedział znudzony w fotelu i trzymał w ręce szklankę z jakimś trunkiem, a na jego kolanach zawieszona była jakaś dziewczyna, która wytrwale próbowała zwrócić na siebie jego uwagę, co chwile jeżdżąc palcem po jego klacie, albo dotykając jego włosów, albo całując go po szyi. Chłopak jednak nawet nie drgnął, mając kompletnie w dupie to, co robi dziewczyna. Wzięłam głęboki wdech i ruszyłam w jego stronę z taką pewnością, że tańczący ludzie aż odsuwali się, żeby zrobić mi przejście. Byłam już jakieś 2 metry od celu i sięgałam po różdżkę, gdy nagle ktoś zastąpił mi drogę, stając naprzeciwko mnie.
-Ron! – krzyknęłam nieco zła, że przeszkodził mi w idealnym planie zamiany włosów Malfoya w ślimaki. W dodatku był kompletnie pijany. Tak pijany, że otwarcie patrzył mi w biust, zamiast w oczy. A wcale nie był to jakiś fantastyczny widok, szczególnie, że zasłonięty przez szeroki sweter.
-Miona ja musz z tobą porozmwiać. – wydukał, wciąż patrząc w to samo miejsce, a ja poczułam, jak krew napływa mi do mózgu.
Ja nie wiem, czy to dlatego, że zbliża mi się okres, czy to Malfoy działa mi tak na nerwy, ale dzisiaj wszystko mnie niesamowicie drażni.
-Ron, nie teraz. – odparłam krótko i wyminęłam go, ruszając prosto na arystokratę. Blondyn dopiero teraz mnie zauważył i uśmiechnął się do mnie przebiegle.
-Ty perfidna, tchórzliwa, leniwa fretko! – krzyknęłam, stając naprzeciwko niego i ciskając w niego pioruny wzrokiem. On jednak ani trochę nie stracił humoru. Zamiast tego jednym spojrzeniem skierowanym na dziewczynę, siedzącą na jego kolanach sprawił, że ta od razu wstała i się ulotniła. Wtedy podniósł szklankę z tajemniczym płynem do ust. Mimowolnie spojrzałam na jego wargi, dotykające szkła. Ale Malfoy wcale się nie napił. Zamiast tego usłyszałam jego cichy śmiech, pełny ironii i sarkazmu.
-Aż tak na mnie lecisz, Granger? – zapytał nagle, powodując, że spojrzałam na niego z szeroko otwartymi oczami ze zdziwienia. 
O czym on gadał? Przecież tylko popatrzyłam co on robi, nie było w tym żadnego podtekstu. Na Merlina, Malfoy miałby mi się podobać? Wolałabym zginąć.
Usłyszałam kilka stłumionych chichotów na sobą. Rozejrzałam się pospiesznie i ku zdziwieniu zauważyłam, że większość osób zrezygnowało ze swoich poprzednich zajęć i postanowili pooglądać spektakl. Znów przeniosłam wzrok na blondyna, tym razem wyprostowałam się i patrzyłam na niego z pewnością siebie.
-Chyba oszalałeś Malfoy. Naprawdę sądzisz, że mogłabym lecieć na takiego dupka? – zapytałam, wydając z siebie imitację jego sarkastycznego śmiechu. Usłyszałam za sobą głośne „Uuuuuuu”, jednak moja riposta wcale nie zrobiła wrażenia na ślizgonie. Powoli podniósł się z fotela i stanął naprzeciwko mnie w zdecydowanie zbyt małej odległości. Chociaż czułam na skórze jego oddech i zrobiło się niekomfortowo, bo naruszył moją przestrzeń intymną, o czym doskonale wiedział, to jednak resztkami godności powstrzymałam się od zrobienia kroku w tył. Byłaby to oznaka słabości i automatyczna przegrana.
-Ty mi powiedz Granger... – zaczął spokojnie – Odkąd tu jesteśmy dajesz mi bezpośrednie znaki, że jednak na mnie lecisz. Najpierw mówisz mi do czego zdolny jest twój język, potem mnie obmacujesz, podglądasz jak się przebieram, z zachłannością obserwujesz ruchy moich ust, a teraz jeszcze się rumienisz. Granger, skoro to nie miłość, to co to jest? Obsesja? – zapytał, uśmiechając się do mnie ironicznie, po czym w końcu pociągnął ten cholerny łyk alkoholu ze szklanki.
Poczułam, że rumienię się jeszcze bardziej. I to z gniewu, a nie z jakiegoś onieśmielenia! Zacisnęłam dłonie w pięści, powstrzymując się, żeby mu nie przywalić. 
I co ja mu miałam powiedzieć? Zaprzeczyć? Przecież nie mogłam, to wszystko się wydarzyło, chociaż był to cholerny zbieg okoliczności, który ten drań idealnie wykorzystał.
Pieprzony mistrz manipulacji.
-Nienawidzę cię. – wysyczałam, patrząc mu prosto w oczy.
-I z wzajemnością, słonko. – odparł, widocznie zadowolony z mojej reakcji i nawet bezczelnie puścił mi oczko. 
Najchętniej bym go udusiła. Zamiast tego wbiłam palec w jego klatkę piersiową.
-Jeśli jeszcze raz uciekniesz z patrolu, to osobiście dopilnuję, żebyś został wydalony ze szkoły. – syknęłam jeszcze, po czym odwróciłam się, prawdopodobnie uderzając go przy tym burzą loków i ruszyłam w stronę wyjścia, ignorując ciekawskie spojrzenia pozostałych. Wyszłam z dormitorium i skierowałam się w stronę ciepłego łóżka.
Co za drań! On dobrze wiedział, że to wszystko było jedynie przypadkiem, a wykorzystał to w taki sposób, że teraz cała szkoła będzie myśleć, że Malfoy mi się podoba, podczas gdy ja nienawidzę go z całego serca. I to jego „słonko”. Poważnie? Słonko? Jakiż on jest ironiczny! Nie daruję mu tego, oj nie. Jeszcze zniszczę tego skur…
-Miona! – ktoś krzyknął za mną i sekundę później zostałam chwycona za rękę.
No super.
Westchnęłam i odwróciłam się do Rona. Byłam zmęczona, zażenowana i niewyspana, jedyne czego chciałam to iść spać, nie miałam w ogóle ochoty na rozmowy z pijanym rudzielcem.
-Miona, ja musz z tobą pogadć.
-Byle szybko, bo naprawdę jestem zmęczona.
-Dobr, to ja będę szybko, ten, mówił. Bo to chodzi o to, że ja ten… No bo ja jestem pijany, ale to nie ma znacznia, bo ja wiem co mówię, i wiem, że na czeźwo bym się nie odważył, ale zanim, to w ogóle o co chodzi z Malfoyem? Ty na niego lecisz? Przcież na niego nie lecisz, to niemożlwe, prwda? – zapytał i wydał z siebie nerwowy chichot. 
W odpowiedzi popatrzyłam na niego karcąco, jakbym tłumaczyła dziecku po raz dziesiąty, że zupę je się łyżką, a nie widelcem.
-Oczywiście, że nie, Ron.
-Uff, to dobrz. Bo to chodzi o to, że ja chyba dalej jednak coś do ciebie czuję dalej.
Otworzyłam szeroko oczy ze zdziwienia i poczułam, jak moje serce zaczęło szybciej bić. Jednak wtedy Ron beknął i cały czar prysł.
-O przpraszm. – bąknął, zasłaniając usta dłonią.
Przewróciłam oczami i położyłam rękę na ramieniu przyjaciela, powstrzymując się od wybuchnięcia śmiechem.
-Ron, jesteś pijany. Idź spać, proszę. Pogadamy jutro.
-Ale obiecyesz że pogdamy?
-Tak, obiecuję. Idź. – powiedziałam i posłałam mu jeszcze uśmiech, po czym odprowadziłam go wzrokiem, aż zniknął mi z pola widzenia. Westchnęłam i sama poszłam do swojego dormitorium, starając się myśleć o wszystkim, byle nie o zdarzeniach z dzisiejszego dnia. Na Merlina, jeśli każdy dzień ma tak wyglądać, to ja tego nie zniosę psychicznie.
Gdy znalazłam się przed wejściem, z wielką rozkoszą powiedziałam hasło, po czym weszłam do środka i od razu położyłam się na łóżku. Na leżąco rzuciłam jeszcze zaklęcie tłumiące dźwięki, po czym niemal od razu zasnęłam z nadzieją, że jutrzejszy dzień będzie choć trochę bardziej normalny.
Nie mogłam się bardziej mylić.



Wróciłam :D 
Zostały mi jeszcze matury ustne, ale rozdział udało mi się skończyć już dziś, więc wrzucam. Trochę wypadłam z wprawy, więc jest chwilami monotonny, no i pełno w nim błędów, ale powoli zaczyna się coś dziać. Mam nadzieję, że ktokolwiek z was jeszcze tutaj został, mimo mojej nieobecności. Jeśli tak, to od razu dziękuję :*
PS: WAŻNA SPRAWA, ZGUBIŁAM GDZIEŚ DOKUMENT GDZIE MIAŁAM ZAPISANE OSOBY, KTÓRE INFORMUJĘ O ROZDZIAŁACH NA TWITTERZE. BYŁABYM WDZIĘCZNA JAKBY POD TYM POSTEM NAPISAŁY JESZCZE RAZ SWOJE NAZWY

11 komentarzy:

  1. Świetny jest!
    Nie gadaj głupot xD
    Jeszcze CI to wejdzie w nawyk i co zrobisz na ustnych, co? :(
    Najbardziej podobała mi się rozmowa Dramione ♥ Cudna! Uwielbiam takie!

    Powodzenia na ustnych! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zalogowało mnie na jakieś stare konto o którym nawet nie wiedziałam xD
      To ja napisałam jakby co ;)

      Jeszcze raz powodzenia na maturach ustnych! :D

      Usuń
    2. Cieszę się, że wciąż tu jesteś :D
      I (nie) dziękuję, mam nadzieję tylko, że stres mnie nie zeżre :p

      Usuń
  2. Rozdział super ;D
    Ciągle z niecierpliwością czekam na kolejne ;)
    Mam nadzieję, że będą pojawiały się częściej :)
    Powodzenia na maturach!! ;***
    <3 ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję!
      Jak tylko skończy się ten cały szał maturalny to postaram się dodawać rozdziały regularnie, prawdopodobnie co tydzień. Miejmy nadzieję, że mi się uda :D

      Usuń
  3. Bardzo się cieszę, że wróciłaś! Bardzo mi się podoba jak piszesz i jestem fanką twoich opowiadań. ''emotive-emotions'' i ''Escape'' przeczytałam jednym tchem. Przy historii Nialla i Chloe zdarzały się momenty, że wręcz płakałam... To dowodzi jak świetną pisarką jesteś. Piszesz lekko, a to sprawia, że czyta się płynnie i przyjemnie. :D Ten blog jest pierwszym z tematyki Dramione jaki czytam, ale mogę powiedzieć, że już mi się podoba i definitywnie zostaję. :D

    P.S. Mam pytanie dotycząca ''Escape''. Wiem, że raczej już tam nie bywasz, ale może odpowiesz mi na to pytanie. :) Jak nazywa się naprawdę Emma? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję kochana, jestem zaszczycona, że podobają Ci się moje wypociny! <3
      Co do Emmy, jeśli chodzi Ci o to kim jest postać na zdjęciu, to sama nie mam pojęcia xd

      Usuń
  4. Na prawdę cudowny rozdział. Podoba mi się fabuła i treść. Fajnie że piszesz o Harrym Potterze, ostatnio się chyba sławny zrobił :)
    Serio super. Pozdrawiam i życzę weny xx
    http://secret-hill.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Cudo, cudo, cudo <3
    Uwielbiam wszystkie fanfiction na podstawie Harry'ego Pottera, ale to jest zdecydowanie jedno z najlepszych!
    Piszesz mistrzowsko!
    Czuję się normalnie, jakbym czytała prawdziwą książkę.
    Rowling powinna Ci płacić za poboczne części, czy coś takiego haha
    Naprawdę, podoba mi się.
    Jest świetne.
    Postacie są takie realne i naturalne (chociaż Malfoy jest takim durniem, że to po prostu niemożliwe)
    Tylko czekam, aż coś się zacznie między nimi dziać.
    W sensie - coś większego, niż takie akcje, meh.
    Mam nadzieję, że nie zajmie to dużo czasu!
    Ale jestem w sumie zwolenniczką takich romantycznych podchodów, długiego zdobywania zaufania i tego typu biadolenia.
    I na szczęście jedno drugiego nie wyklucza <3
    I podobają mi się dialogi -
    Są takie naturalne, a nie jakby się je włożyło bohaterom do ust. Czuję dumny charakter Hermiony i złośliwe usposobienie Malfoy'a i to jest doskonałe.
    Poza tym:
    Wow, Malfoy jaki badass
    "Jestem śmierciożercą, kurcze blade. Postrach dzielnicy i największy playboy po tej stronie Hogwartu"
    Dokładnie to mówi jego postawa.
    Czytam w jego niewidocznej twarzy.

    Życzę Ci weny i żebyś dalej tworzyła takie cudowne opowiadania! I żebyś nie znikała na tak długo <3

    03. Królewna Śnieżka: aktywacja (zimno-zimno.blogspot.com/)

    Węgielek xxx

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Postrach dzielnicy i największy playboy po tej stronie Hogwartu" hahahhahaha you made my day :D
      Dziękuję Ci bardzo, od razu poprawiłaś mi humor <3

      Usuń